sobota, 28 sierpnia 2021

Prymas Rodziny 35

PYTANIA ZAWSZE AKTUALNE!

Czy jestem dość wierny Bogu? Czy jestem dość wierny Kościołowi Chrystusowemu? Czy nie wstydzę się Krzyża? Czy znam ducha   Ewangelii i czy ją czytam? Czy staram się o to, aby mieć ją w domu? Czy w mojej rodzinie jest zwyczaj, przynajmniej świąteczny, aby wspólnie odczytać jeden lub drugi rozdział z Ewangelii? Czy uważnie przyjmuję ją z ust kapłana, rodziców, a może z ust małych dzieci, które niekiedy upominają się o życie religijne swych rodziców i rodzeństwa?

    Czy jesteśmy wierni zasadom Ewangelii w życiu codziennym? Czy nasze życie ewangeliczne nie sprowadza się tylko do niedzieli i święta?

A teraz uczyńmy rachunek sumienia z ducha domowego pokoju. Czy w moim domu rodzinnym jest pokój Boży? Czy przyczyniam się do tego – jako ojciec czy matka – by w mojej rodzinie panował pokój? Aby nie było zniewagi Boga, złego przykładu, zwłaszcza wobec dzieci i młodzieży? Niech moje sumienie otworzy się tutaj pod Jasną Górą, w dniu Wniebowzięcia Maryi.

My wiemy, że mieszkanie nasze jest tam, w niebie, w przyjaźni dzieci Bożych. Ale pamiętajmy, „Błogosławieni pokój czyniący”. Czy ty, ojcze, wracający z pracy, wnosisz pokój do twojego domostwa? Czy ty, matko, wśród trudów pracy zawodowej i domowej, gospodarczej i wychowawczej, umiesz utrzymać energie i równowagę duchową, która przyczynia się do właściwej atmosfery w wychowaniu dzieci?

Jeszcze jedno pytanie w naszym rachunku sumienia, dotyczące miłości do Ojczyzny. Dzisiejsza Pielgrzymka Warszawska całą noc spędziła w Bazylice, modląc się w intencji narodu. Błogosławiona to myśl modlić się za ojczyznę. My, dzieci Boże, znając wszystkie trudy naszego życia, wiemy, że nie rozwiążemy tych kłopotów bez należytej miłości ku ojczyźnie. Słyniemy z tego, że jesteśmy patriotami. To prawda. Ale może za wiele wymagań stawiamy ojczyźnie, narodowi, a za mało sobie! A przecież pokój w narodzie płynie z pokoju domowego. Tak często dzisiaj mówi się o umacnianiu pokoju. Umacnia się pokój w sercach i umysłach opanowanych łaską i żywą wiarą. Jeżeli jest on w sercu, w myśli ludzkiej, na pewno utrzyma się w rodzinie. Jeżeli utrzyma się w każdej rodzinie, wówczas zapanuje w granicach naszej ojczyzny. Innej drogi do umocnienia i zachowania pokoju nie ma!

Rachunek sumienia dotyczy również naszej odpowiedzialności za wartość naszego codziennego życia z Bogiem. Dzisiaj podczas rannej konferencji profesor uniwersytetu wygłosił przepiękny odczyt na temat obecności Boga w nas i naszego związku z Bogiem.

Dzieci Najmilsze!

Bóg nieustannie nas szuka! Możemy zagubić się w trudach dnia, w trosce o bardzo wiele, ale trzeba sobie zawsze przypominać, iż jednego potrzeba: świadomości, że Bóg mnie nie opuszcza. To ja mogę odejść od Niego, to ja mogę o Nim zapomnieć, sprzeniewierzyć się Mu. On zawsze zostaje, On zawsze trwa. Może ten Bóg ukryty sam oczekuje na chwilę, gdy ja nawiążę do miłości, którą On jest i którą ma dla mnie. Dla wszystkich, ale i dla mnie. A nieraz tę odrobinę miłości ma tylko dla mnie i może ona nie być podjęta, jeśli ja jej nie przyjmę.

A więc odpowiedzialność za wartość mojego życia z Bogiem. Nie idzie tylko o to, aby jakoś je przeżyć, bo za każde życie człowiek jest odpowiedzialny. Każdy z was, najmilsi, ma jedno życie, niepowtarzalne. Jakie ono będzie, w dużym stopniu zależy od was. Ale nie idzie o byle jakie życie, lecz o życie z Bogiem, o związanie się z Nim. I za to ty odpowiadasz. Tak jak tu stoicie, dzieci Boże, i podnosicie serca i głowy wasze ku Jasnej Górze, ku Pani, która obdarzona była wszelką łaską, wszyscy wspomnijcie, że każdemu z was uczynił wielkie rzeczy Ten, który możny jest i święte Imię Jego, Bóg i Ojciec nasz.

I jeszcze jedna sprawa – odpowiedzialność za rodzinę, za najbliższych. Nieraz w sąsiedztwie mówi się: „to rodzina piekielników”, lub „to rodzina święta”. Dlaczego nie można powiedzieć, że w Polsce, w świecie, każda rodzina jest święta na wzór Rodziny Nazaretańskiej? To ty ponosisz odpowiedzialność za całość i nierozerwalność twojej rodziny, za to, by nie było w niej łez i przekleństw.

Niestety, gdy czytamy reportaże w prasie codziennej czy tygodniowej, jakże często znajdujemy tam tragiczne opisy stosunków w rodzinie. Jawny brak poczucia odpowiedzialności za pokój, miłość, ład i zwartość rodziny! A przecież ojciec i matka mają przede wszystkim obowiązki wobec własnej rodziny. Dzieci również mają obowiązek współdziałania z rodziną.

Rozpoczyna się rok szkolny. W Polsce jest wielkie poruszenie. Miliony dzieci i młodzieży zaczyna naukę w szkołach podstawowych, zawodowych, licealnych, akademickich. Niedługo biskup częstochowski tutaj na tym placu przed Jasną Górą będzie błogosławił młodzież idącą do szkół. Już dzisiaj musimy pamiętać o tym, że to my ponosimy odpowiedzialność za nasze dzieci i młodzież. Jaka jest ta młodzież? Jak się spisuje w szkole? Czego się w szkole uczy, co jej szkoła daje? Co dać powinna, a czego dawać jej nie wolno, szanując nasze przekonania narodowe i religijne! To nie jest sprawa obojętna, dzieci Boże! To nie należy tylko do nauczycieli i wychowawców, czy do programów ministerialnych. Programy muszą być takie, jacy są rodzice, jakie są ich religijne, kulturalne i narodowe przekonania. Szkoła musi być narodowa!

Szkoła musi dać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny, do kultury domowej, rodzinnej i narodowej. I musi wychowywać je w tym duchu. Szkoła nie może czynić z dziatwą i młodzieżą, co się jej podoba, bo szkoła nie jest instytucją autonomiczną i nadrzędną nad narodem. Wyrasta z potrzeby narodu, z jego ducha. I musi liczyć się z narodem, z jego wymaganiami, z jego kulturą i obyczajnością.

Patrzymy na młodzież i zdajemy sobie sprawę z tego, że żyje ona w nowych, odmiennych warunkach, że dużo pracuje. Za naszych czasów programy szkolne nie były tak przeładowane, jak dziś. Uczyliśmy się w szkołach znacznie mniej. Niewątpliwie nasza młodzież jest bardziej obciążona w szkole, niż kilkadziesiąt lat temu. To prawda. Ale trzeba pamiętać o tym, aby pomagając młodzieży nie zwalniać jej z obowiązków najbardziej istotnych. Niekiedy słyszy się, jak matka lub ojciec usprawiedliwiają dziecko: nie chodzi na katechizację, bo musi iść na pływalnię, do szkoły muzycznej, na kurs języka obcego. A więc nie pójdzie na katechizację! A gdzie ład i hierarchia obowiązków? Nie można dla sportu lub telewizji poświęcać obowiązków religijnych, bo kiedyś to wszystko zostawimy, a Boga ujrzymy twarzą w twarz, tak jak On jest. I wtedy nie wystarczy usprawiedliwianie się błahymi, lub nawet doniosłymi motywami.

 

S. WYSZYŃSKI, Wzięta do nieba Matka Boga-Człowieka, Jasna Góra, 15 VIII 1977, w: KiPA, t. 58, s. 147-150, Fragmenty.

 


(Znalezione w internecie / Źródło YouTube)

 

sobota, 21 sierpnia 2021

Prymas Rodziny 34

 


 

Wiem, że towarzysz Tusk nie przeczyta tego tekstu, ale dedykuję go właśnie jemu „królowi Europy”, jaśnie oświeconemu „ekspertowi od wszystkiego, także rodzenia dzieci”. Mógłbyś towarzyszu przeczytać, co Prymas Polski mówił o tym, o czym ty nie masz bladego pojęcia, a się wypowiadasz.

Towarzyszu Donaldzie Tusk, wstyd mi za towarzysza.

Czas się nawrócić! Czas na terapię odtruwającą z tych zgniłych europejskich wartości. Wróciłeś do Polski, więc szanuj odwieczne wartości ojczyste i szanuj każdą Matkę rodzącą polskie dzieci.

Gdy pomyślisz, że przekazywanie życia ludzkiego to łaska i wielka tajemnica Boża, bo ani wcześniej na świecie, ani później po, nigdy nie powtórzy się ten sam człowiek. Chylimy czoła przed darem życia!

 

PRAWDZIWY SENS LUDZKIEGO ŻYCIA

 

Ukazanie się nowego człowieka na świecie zawsze wywołuje radość. Chrystus, wczuwając się we wszystkie dole i niedole ludzkie, w stany duchowe i psychiczne, usposobienia i nastroje, przedstawił nam również niepokój i radość każdej matki, która wprawdzie poddaje się lękom, gdy przychodzi „jej godzina”, ale gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta ucisku z radości, że człowiek na świat się narodził.

Wielka jest radość matki. Każda matka przeżywa okres radości, że człowiek na świat się rodzi. I Ty, który siedzisz teraz na ławce, przez swoje narodziny byłeś sprawcą radości Twej matki. Matka Twoja zapomniała jednak o udręce, bólu i cierpieniu, o zagrożeniu przez śmierć

i lęku, że wydając nowe życie, wypadnie może jej samej oddać własne życie. Częstym bowiem zjawiskiem rodzącego się życia jest przedziwna tajemnica, że umiera to, co emituje z siebie życie. Wszystko więc, i lęk i radość właściwe człowiekowi, mającemu prawo do pełnego i niekończącego się życia, było udziałem Twej matki. Każdy z Was może o sobie powiedzieć, że jest owocem radości swej matki, która wydała Cię na światło dzienne. Radość, że narodził się nowy człowiek, to pierwsze uczucie, które towarzyszyło Twej matce.

Pomnóżcie to uczucie radości przez miliardy matek rodzących. Przekonacie się wtedy o wielkiej radości, jaką „odcyfrował” Chrystus w życiu ludzkim, że „człowiek na świat się narodził”.

Takiej radości pragnął Ojciec Niebieski, gdy posyłał Syna Swego na świat. Wiedział, co Go czeka. Wiedział, że przyjdzie do swoich, a swoi Go nie przyjmą. Nawet w dziecięctwie nie będzie bezpieczny. Będzie prześladowany, zwalczany. Dozna sprzeciwu na drodze opowiadania Dobrej Nowiny, Nowiny pokoju. Wypadnie Mu borykać się z własnymi rodakami, do których przyszedł, aby ich zbawiać. Skończy tragicznie, na Kalwarii, na Krzyżu.

A jednak, wszystko to jest bez znaczenia wobec radości, że jest Człowiek! To największe osiągnięcie, niezależnie od jego dalszych losów, łatwego czy trudnego życia. Wielka jest wartość poczynającego się życia i sens istnienia nowego człowieka, który w swoim bycie już nie ustaje. Jesteśmy przecież dziećmi Boga, który nie umiera i w dziedzictwie po naszym nieśmiertelnym Ojcu otrzymujemy nieśmiertelność. Inaczej Bóg nie byłby Ojcem. Dziedzictwem, którym obdarza nas jest to, iż nasze życie, nasz byt nie ustaje. Stąd pełnia radości, że człowiek – każdy z nas – na świat się narodził.

Trzeba bowiem wspiąć się na wyżyny, aby ocenić to, co jest. Trzeba się wspiąć wysoko, aż do myśli Bożej, aby zrozumieć sens własnego życia. Trzeba spojrzeć ze szczytów miłości na wyprawę Chrystusa na ziemię, aby ją właściwie zrozumieć. Trzeba oderwać się od siebie, od wąskiej otoki własnego bytu, egocentrycznego bytowania, aby zrozumieć wielkość swego bytu, istnienia i wartość jednego, jedynego, niepowtarzalnego życia.

Mając to wszystko przed oczyma, łatwo dostrzeżecie, że jesteście naprawdę „kimś” i to bardzo „kimś”. To nie jest jeszcze jedna przyjemna zabaweczka w ręku mamusi. To „człowiek się na świat narodził”. Maleństwo czepiające się z trudem sukienki matki to wielkiej miary i wartości człowiek, który się na świat narodził. Trzeba odważnie bronić jego bytu i praw.

Czyni to Ojciec Święty Paweł VI w swej głośnej encyklice Humanae vitae – „O obronie życia ludzkiego”. I każdy z Was musi to docenić.

Coraz lepiej i głębiej rozumie się dzisiaj sens życia ludzkiego. Przed 2 laty, w Warszawie, ukazała się książka angielskiej lekarki, w przekładzie na język polski, przedstawiająca w fotografiach rozwój człowieka, od maleństwa – zda się nieznaczącego nic, o wymiarze mniejszym niż ziarenko fasoli – znajdującego się pod sercem matki. Poczynający się człowiek, nie większy niż 2 cm, posiada już wszystkie anatomiczne dyspozycje.

Widząc to, rozumiemy, jak wielką wartością jest człowiek i jak przedziwną mądrość stwórczą włożył Bóg w nasze istnienie. Dlatego Kościół zdecydowanie broni prawa każdego z Was do życia. Ale i Wy musicie stać się sprzymierzeńcami Kościoła. Musicie docenić ogromny sens osobistego życia i jego wartość. Musicie stanąć przy waszych kapłanach, którzy są przedstawicielami Kościoła ożywiającego i uświęcającego. Ożywienie i uświęcenie to główny cel istnienia i pracy Kościoła.

Szczytem, ideałem ludzkości jest Życie. „Życie jest Światłością ludzi” – „Vita Lux hominum” – mówi Jan w Prologu. Oczywiście, życie Boże, nie inne, bo my jesteśmy „z Bożego”. Nie tylko to, czym żyjemy – chleb, zboże jest z Bożego, ale i to, czym jesteśmy – człowiek – jest z Bożego. Każdy z Was jest z Bożego. „Poczęłam człowieka przez Boga” – mówiła pierwsza matka, Ewa. Każdy z Was jest owocem niezwykłej mądrości i miłości Ojca, owocem Bożego Serca, według wzoru ukazanego realistycznie w scenerii Bożego Narodzenia: Puer natus est nobis – „Dziecię się nam narodziło”.

Na tym tle rozważajcie wasze istnienie, wasz niekończący się byt, którego nic nie zdoła zniweczyć. Nawet Wszechmocny Bóg nie jest w stanie nas unicestwić. Przeciwnie, gdy rozsypuje się człowiek śmiertelny, Bóg ratuje go przez zmartwychwstanie Swojego Syna, które jest wzorem i zapowiedzią naszego zmartwychwstania. To cena naszego życia. […]

 To jest Boża radość, że jesteście, żyjecie. Kiedyś wasze matki przeżyły radość, że człowiek na świat się narodził. A my dziś patrzymy na Was i mamy radość, że jesteście. Wychodzicie z okresu młodzieńczego. Przez zbliżającą się maturę macie wejść wśród ludzi dojrzewających do konkretnych zadań, aby je w życiu wypełnić. Trzeba więc poważnie zastanowić się nad tym, jaki sens i jaką treść będzie miało wasze życie.

S. WYSZYŃSKI, Prawdziwy sens życia ludzkiego. Przemówienie do młodzieży, Gniezno, kościół Ojców Franciszkanów, 2 I 1969, w: KiPA, t. 31, s. 15-21, Fragmenty.

 


(Znalezione w internecie / Źródło YouTube)