sobota, 23 października 2021

Prymas Rodziny 43

 

PERSPEKTYWY DUSZPASTERSKIE

MAŁŻEŃSTWA I RODZINY (cz. 3)

 

Wróciłem dzisiaj z Gniezna, wczoraj wizytowałem parafię na przedmieściu Gniezna, na tzw. Osiedlu Grunwaldzkim. Brałem udział w śniadaniu dla najstarszych parafian. W dużej sali katechetycznej siedziało kilkadziesiąt osób – wdowy, wdowcy, ludzie starzy. W pewnym momencie wstaje jedna staruszka i mówi: jestem matką jedenaściorga dzieci, jestem babką trzydzieściorga wnucząt, jestem prababką siedmiu prawnucząt. I jestem więźniarką, dwa i pół roku siedziałam w więzieniu hitlerowskim. – Pomyślcie, ile ta krótka relacja budzi myśli! Jakiej mocy trzeba, aby wypełnić takie zadanie.

Po południu w tej parafii, jak mam w zwyczaju, błogosławiłem niemowlęta. Było ich ponad czterysta. Przyniosły je matki. Czyniłem krzyżyki na główkach dzieci. Myślałem o matkach: to są najbardziej zasłużone dla Narodu istoty. Dźwigają podwójny ciężar. Oprócz rodzenia i wychowania dzieci, muszą pracować zawodowo, gdyż mężowie nie zapracowują na utrzymanie rodziny. Podwójna praca, podwójny ciężar! Słodki ciężar dźwigania „przyszłego Narodu” i ciężar codziennej pracy.

Czy nie wymaga to głębokiego spojrzenia i religijnego szacunku? Tu już nie wystarczy czysto humanistyczna postawa awansu społecznego kobiety, który zawsze będzie zjawiskiem dodatnim. Tutaj potrzeba tego, co w Kościele katolickim nazywamy sakramentem. „Sakrament to wielki – mówi Apostoł – a ja mówię w Chrystusie i w Kościele”.

Prawo naturalne i prawo Boże przedziwnie się tutaj schodzą. Schodzą się w osobie ludzkiej, w jej wysokiej godności. Zadaniem społeczności narodowej i politycznej jest otoczyć tych dwoje jak największym szacunkiem i bronić ich przeciw wszelkim „wesołkom”, którzy występują w literaturze, w teatrze, w telewizji, gdziekolwiek. Ludzie, którzy czynią z tej sprawy temat zabawy, są ludźmi niepoważnymi i wielkimi szkodnikami. Zajmują postawę antyhumanistyczną. O tzw. „postępie” i „wolności” w imię postępu w życiu małżeńskim i rodzinnym nie można mówić żartem. Sprawa jest zbyt poważna.

I dlatego, Najmilsi, gdy w 28 konferencjach (1*), które były głoszone od 7 października ub. r. aż do dziś, mówimy o duszpasterstwie małżeństwa i rodziny, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że praca duszpasterska przez wychowanie do małżeństwa, przez wspieranie zawartego małżeństwa mocami religijnymi i spieszenie z pomocą religijną, sakramentalną powołanym do tak trudnego zadania – jest zupełnie naturalna i zrozumiała.

Praca duszpasterska na rzecz małżeństwa i rodziny musi mieć nieustannie przed oczyma wielką złożoność zagadnienia. To jest nie tylko zagadnienie fizyczne, fizjologiczne, seksualne, moralne, społeczne, ekonomiczne, socjologiczne, narodowe czy polityczne. Wszystko to istnieje równocześnie. Żadnego z tych elementów nie może zabraknąć, gdyż wówczas powodzenie pracy duszpasterskiej byłoby wątpliwe. Powodzenie pracy duszpasterskiej na rzecz małżeństwa i rodziny, zależy bowiem w dużym stopniu od działania i współdziałania wszystkich elementów, które są powołane do tworzenia instytucji małżeństwa i rodziny, oraz do stałego towarzyszenia dwojgu. Sama praca duszpasterska nie zastąpi braków etycznych, humanistycznych, ekonomicznych czy politycznych.

Nie jest rzeczą możliwą wszystko to obszernie omówić, tym bardziej, że program dotychczas już wykonany, niektórych punktów dotykał. Wystarczy teraz nieco przykładów.

Pierwszy – natury jurydycznej. Jeżeli na małżeństwo spojrzy się tylko pod kątem prawnym kontraktu prawnego, będzie to pojmowanie bardzo zubożałe. Kontrakt zawarty – kontrakt rozwiązany, kontrakt warunkowy – kontrakt bezwarunkowy. Na kontrakt składa się mnóstwo elementów i warunków, nawet w prawie kanonicznym. A idzie przecież nie o kontrakt, lecz o wyrażenie woli dwojga, pobłogosławioną sakramentalnie.

Jurydyczne pojmowanie instytucji małżeństwa wyparło wszystkie inne elementy i przyczyniło się do upowszechnienia praktyki rozwodów, czyli działań jurydycznych, prawnych. A gdzie człowiek, osoba ludzka? Gdzie człowiek, któremu zawiązało się drogę życia, nie dotrzymało zobowiązań, odmówiło serca, po prostu – zawiodło?!

Konflikt niewykonanych obowiązków, chociaż jurydycznie nie jest karany, to jednak karany jest moralnie. Rodzi odpowiedzialność wewnętrzną. Pada cieniem na honor i pion moralny człowieka. Jest to rzecz oczywista, jasna.

Trzeba więc wyzwolić się z czysto jurydycznego patrzenia na małżeństwo. Bo niekiedy przypisuje się to również i Kościołowi, posądzając, iż posługuje się on tylko normami jurydycznymi prawa kanonicznego, regulującymi małżeństwo chrześcijan jako sakrament.

W rzeczywistości tak nie jest. Kościół bowiem od dawna prowadzi instytucje wychowania do małżeństwa. Były to zaręczyny, zapowiedzi, a dzisiaj – katechizacja przedślubna, rozmowy duszpasterzy z dwojgiem przed zawarciem sakramentu małżeństwa. Kościół od początku szedł po linii wychowania do małżeństwa, i to raczej – dłuższego, niż krótszego.

Element jurydyczny zanadto rozwinięty, wyłączny, chociaż niekiedy broni trwałości instytucji małżeństwa i rodziny, w rezultacie może być klęską.

_____________________

(1*) Cykl wykładów Duszpasterstwo małżeństwa i rodziny, które odbywały się w kościele Świętej Anny w Warszawie od 7 października 1968 do 9 czerwca 1969 r.

 

S. WYSZYŃSKI, Perspektywy duszpasterskie małżeństwa i rodziny. Na zakończenie cyklu wykładów poświęconych zagadnieniu małżeństwa i rodziny, Warszawa, kościół akademicki Świętej Anny, 9 VI 1969, w: KiPA, t. 31, s. 398-400, fragmenty.


 (Znalezione w internecie / Źródło YouTube)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz